I stały się babeczki

To jest nieprawdopodobne. Jak można było do tego dopuścić. Niewytłumaczalne zjawisko! Żeby do takich pysznych babeczek tak długo się zabierać. Foremki, aż piszczały by je użyć. A tu klops. Nie będzie dzisiaj bezmięśnie (luz, chill... seriously). Podchodziłam do nich chyba z miesiąc. Przyczyną takiego obrotu sprawy było to, że co kupiłam jabłka, które niestety są nieodzownym składnikiem owych babeczek, zwyczajnie i po prostacku zeżarłam. I to na surowo ^^ Chrup, chrup i jeszcze raz chrup. I mogiła. A z ogryzkami nie wiele mogłam zdziałać. Zawzięłam się jednak! Wykazałam twardy charakter oraz silną wolę. Ponownie kupiłam jabłka. Nie zeżarłam, a uprażyłam. Jak już takie były gotowe przyszedł czas na wykonanie babeczek. Strzał w 10 to mało powiedziane. Są zaje... dwabiste! Na dodatek proste w wykonaniu, wcale nie są pracochłonne. Jednak jak już wyjdą z piekarnika to należy odganiać wszystkich wokół...