Spotkanie wigilijne, obowiązek czy przyjemność

Jak tylko wyleczę traumę związaną z "jajeczkiem" mentalnie zaczynam się przygotowywać do wigilii. Trenuję mięśnie twarzy w układzie "uśmiecham się do ciebie". Temperuję język, co bym wyglądała na dobrze wychowaną i mówiła na przykład "miło cię widzieć, świetnie się z tobą pracuję, życzę ci wszystkiego najlepszego" a nie "ty suko, spieprzyłaś robotę gubiąc wszystkie dokumenty z ostatnich dwóch lat, obyś się udławiła kiedy będziesz pracować pod biurkiem". W oficjalnym komunikacie widnieje oksymoron "dobrowolne uczestnictwo w pracowniczej wigilii". Ci co uznali, że jest dobrowolna otrzymali na ewaluacji "nie integruje się z zespołem". A zatem wszyscy przybieżeli do konferencyjnego na to natchnione wydarzenie. Te gadki, przemowy i srututu. W zasadzie towarzystwo jest spoko, w końcu się z nimi pracuje. Ale zawsze znajdzie się jedna gnida, która potrafi zniweczyć mantrę "będę się dobrze bawić", samą tylko ...