Królewski dzień

Wychodzę z pracy. Limuzyna, która zabierze mnie do domu już czeka. Płynnie mija korki i podwozi mnie pod dom. Wchodzę na klatkę, wskakuję do windy i mykam na właściwe piętro. Wchodzę do domu, a tam już czeka kąpiel z bąbelkami, które pykają w rytm zapuszczonej muzyczki relaksacyjnej. Zanurzam się w wodę i świat staje w miejscu. Po kąpieli wskakuję w cieplutki mięciutki szlafroczek, zasiadam wygodnie w fotelu i już wjeżdża pyszny obiad. Do tego lampka wina i pełny relaks. Fajnie brzmi… Cóż rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Wychodzę z pracy, wsiadam do czerwonej limuzyny MZA. Kierowca chyba nieprzyzwyczajony do transportu ludzi, rzuca nami jak workami kartofli. Mocny chwyt za poręcze utrzymuje mnie w pozycji stojącej. Wkoło pełno ludzi, którzy z mydłem raczej się nie przyjaźnią. Wychodzę dwa przystanki wcześniej. Smród spalin to wręcz perfuma, przy śmierdzących współpasażerach. Mijam kioski z prasą i lukam...